Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera!
captcha 

Jesteś tutaj :

Wstecz

Medytacja

Wykład przygotowany na spotkanie Bioterapeutów Polskich w Wilanowie 9 października 2010


„ Wszystkie rzeczy są dla człowieka, aby pomagały do osiągnięcia celu,
dla którego jest stworzony”
(Ignacy Loyola „Ćwiczenia Duchowe” 23).


1. Dlaczego medytacja ?

 

Powodem dla którego zaczynamy myśleć o medytacji ( słyszeliśmy kiedyś, że ludzie medytujący są bardziej szczęśliwi) jest zazwyczaj stan naszego ducha.

Żyjąc nawykowo, pospiesznie, według wzorców odziedziczonych po rodzicach (w niedzielę gotujemy rosół, w poniedziałek zupę pomidorową), improwizujemy każdy dzień, nie zastanawiając się nad wartością i sensem życia. Dopiero w chwilach relaksu czy przypadkowej ciszy, gdy ktoś niechcący wyłączy telewizor zaczynamy odczuwać bardzo boleśnie, że życie nasze przemija a my nie mamy satysfakcji z tego co robimy i kim jesteśmy. Wszystko co dotychczas przeżyliśmy, całe nasze „cenne” życie nagle uważamy za stracone, a posiadane talenty za zmarnowane. Czasami nawet czujemy wstyd z powodu tego jak się zachowujemy. Najczęściej bowiem pielęgnujemy emocje wzbudzające napięcie, doprowadzające do konfliktów.

W głębi siebie wiemy, że lepiej jest być człowiekiem szlachetnym niż podłym, a mimo to zachowujemy się egoistycznie. Wiemy jak wiele znaczy życzliwe spojrzenie, życzliwy uśmiech, ciepłe powitanie czy serdeczne pozdrowienie , a jednak na co dzień wolimy zachować dystans. Znamy (teoretycznie) wartość przebaczania, wyrozumiałości, otwartości i chęci zrozumienia bliskich, ale wolimy się asekurować, bo obdarzanie się dobrocią uważamy za słabość i naiwność. Wiemy, że miłość jest potężniejsza niż siła, pieniądze, kłamstwo, hipokryzja; potężniejsza niż moralny i fizyczny gwałt, jednak boimy się miłości zaufać. Żywimy przekonanie, że największym cierpieniem jest samotność; gdy nie ma nikogo kto by nas kochał i sami nie mamy kogo kochać , ale nie dbamy o silne , trwałe związki. Nie dbamy o przyjaciół. Takie jest życie ,myślimy; taki mamy charakter, tak trzeba, i niewiele można tu zmienić.

Te krótkotrwałe stany niezadowolenia z siebie są bardzo przykre, bolesne i silne. Natychmiast odpędzamy je spraszając gości „na grila” i piwo, aby w głośnych rozmowach nawzajem utwierdzić się w przekonaniu , że świat jest okropny a ludzie wredni, więc nie warto być dobrym człowiekiem, ale gorzki smak tych chwil pozostaje na dnie serca…. Powoli, bardzo powoli rodzi się w nas dziwna tęsknota za momentami spokoju, nadziei, miłości, które sporadycznie były naszym udziałem. Zaczynamy zdawać sobie sprawę ze swoich odczuć, swojej duchowości. Sięgamy po modlitwę. Zaczynamy szukać informacji na temat medytacji. Medytacji ( medytacja z sanskrytu oznacza – „kształcić”, „doskonalić”, „przyswajać”) jako drogi do przekształcenia naszego sposobu życia.

Wiemy już , że myśli są pierwsze, poprzedzają one nasze słowa i nasze czyny, kształtują nasze zachowanie i nasze relacje z innymi ludźmi. Zaczyna więc do nas docierać wartość pozytywnego myślenia. Zaczynamy rozumieć , że doskonaląc umysł, pracując nad zmianą naszego sposobu myślenia o sobie i innych , mamy szansę na doskonalenie naszych zachowań a co za tym idzie naszych kontaktów z otaczającym nas światem, tak aby były one nacechowane wyrozumiałością, tolerancją, szacunkiem dla drugiego człowieka. . Gdy uznamy, że czas na zmianę szukamy sposobu jej dokonania. . Coraz częściej pozwalając sobie na ciszę wokół siebie i w sobie, od czego zaczynamy działania medytacyjne, powoli rozpoznajemy niszczące nas myśli. Nasz umysł zazwyczaj zajmują : bolesne wspomnienia budzące gniew, bezustanne rozważanie przykrych słów wypowiadanych pod naszym adresem przez bliskie nam osoby, narastający żal wraz z każdym przypomnieniem przykrych zdarzeń, złorzeczenia będące odpowiedzią na bezsilność a wśród uczuć rozpoznajemy nienawiść ..
Uświadomiwszy sobie w jakim chorym stanie jest nasz umysł- wszak te myśli nie przynoszą nam szczęścia a tylko rodzą cierpienie- jesteśmy już w połowie drogi do uzdrowienia.
Postawiliśmy właśnie trafną diagnozę – pielęgnujemy chore myśli i one są źródłem naszego cierpienia.

 

2. Trudne początki

 

Teraz czas na następny krok, na działanie w celu zmiany naszego sposobu myślenia . Specjaliści sugerują tutaj zastosowanie trzy etapowego sposobu postępowania: wycisz umysł- w ciszy lepiej słychać; rozpoznaj swoje przekonania i ograniczenia, zdecyduj się na transformację- zmień te które ci przeszkadzają. Czyli:
- relaksacja
- kontemplacja
- medytacja


Zaczynamy więc od praktyki relaksacji. Słowo „praktyka” oznacza, że nie jest to działanie przypadkowe, od czasu do czasu. Najlepiej zacząć od 15 minut relaksacji dzienni , o wybranej dogodnej dla nas porze.
Najpierw szukamy spokojnego miejsca, kierując się starą zasadą :„ nie uczy się podstaw żeglowania podczas burzy”. Abyśmy mogli dojść do ciszy wewnętrznej potrzebujemy na początku swej drogi ciszy zewnętrznej. Kiedy już opanujemy umiejętność relaksacji warunki zewnętrzne będą miały mniejsze znaczenie.
Zapewniając sobie komfort ciszy, siadamy wygodnie, ale z prostym kręgosłupem w pozycji „ pół lotosu” lub „pozycji Faraona” ( siedzimy na krześle, nogi spoczywają na podłodze, ręce na oparciach krzesła) i rozluźniamy się. Biorąc głęboki wdech skupiamy się na obszarze swojej głowy i robiąc wydech wyobrażamy sobie, że cały obszar głowy a szczególnie twarz w okolicach oczu i szczęk rozluźnia się tak, jakby ktoś nagle rozciął taśmę mocno ściągającą naszą głowę. Wydech- i ogromna ulga. Biorąc kolejny wdech przechodzimy do kolejnych i przy wydechu rozluźniamy je, stwarzając wcześniej w umyśle obraz ich napięcia np. ściskająca obręcz a następnie wyobrażenie pękającej obręczy. W ten sposób dochodzimy do końców palców u nóg, aż w całym ciele odczuwamy przyjemne rozluźnienie i przepływający strumień energii.
Wtedy kierujemy całą uwagę na oddech. Wdech i wydech. Jakby teraz liczył się tylko ten oddech – jakby był jedyny w naszym życiu. Nasze życie zaczyna się wraz z pierwszym oddechem i kończy z ostatnim. Oddech więc to życie. Im bardziej uświadamiamy sobie nasz rytm oddychania tym bardziej dostrajamy się do naszego wewnętrznego życia.
Oddychając spokojnie w sposób naturalny pozwalamy naszym myślą płynąć. Płynąć. Nie zatrzymujemy ich . Nie oceniamy. Nie dyskutujemy z nimi. Przyglądamy się im spokojnie.
W tym momencie nasza relaksacja przekształca się w kontemplację. Po 15 minutach bierzemy głęboki wdech i powracamy do normalnych zajęć.
Jeśli zachowamy systematyczność i cierpliwość, po zakończeniu kolejnych kontemplacji zbierzemy mnóstwo informacji o sobie samym. Wszak przyglądaliśmy się swojemu „wnętrzu” tak jakbyśmy obserwowali kogoś obok.
Zauważymy co jest dla nas ważne , a co nie, co dobre, a co złe, co uważamy za piękne, co za brzydkie, kim chcemy być, na co nas stać, z kim przebywamy z rzeczywistej chęci a z kim z przymusu, gdzie ryzykujemy a gdzie nadmiernie asekurujemy, za kogo się uważamy, gdy tak gwałtownie narzucamy innym swoje przekonania. Obserwujemy siebie w różnych sytuacjach. Dochodzimy do wniosku , że gdy nasze myśli i idące za nimi nasze słowa ranią innych, to nawet powtarzana bezustannie mantra „ kocham i akceptuję siebie „ ( wg. Louise Hay – w innych warunkach uzdrawiająca ) nie przynosi nam ulgi, ani wewnętrznego spokoju czy zadowolenia z siebie.
W takim stanie świadomości decydujemy się na następny krok – pracę w kierunku transformacji wewnętrznej.

 

3. Poszukiwanie wzorców.


Na tym etapie na pewno dotrze do naszej świadomości fakt, że nie jesteśmy pierwsi na tej drodze. Warto wtedy poszukać technik medytacyjnych, które pomogły by nam „kształcić”, „doskonalić” nasze wnętrze, bowiem od zawsze wiemy , że „ z obfitości serca mówią nasze usta” a dokładniej „ Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta „(Nowy Testament, Ewangelia wg św. Łukasza Łk.6.45).Tak więc, jeśli nasze słowa ranią innych nie słów dobrych i miłych powinniśmy się uczyć lecz pracować nad zmianą „serca”. Gdzie szukać źródła natchnienia ?

Z mojego doświadczenia mogę polecić bogate mądrością, piękne, mocno działające na nasze wnętrze medytacje Ojca Anthonego de Mello zebrane w zbiorze „U Źródeł” (Wydawnictwo WAM Księża Jezuici Kraków 1997). Ojciec Anthony de Mello był jezuitą, kapłanem, mistykiem, nauczycielem duchowym, który pomagał ludziom odnaleźć sens modlitwy i kontemplacji. Był założycielem ośrodka „Sadhana” (Droga Duchowa) kształtującym przewodników życia duchowego i autorem książek, dzięki którym uważany jest nadal za chrześcijańskiego guru. Jego teksty medytacyjne ze zbioru „Źródeł” mogą służyć ludziom o różnych przekonaniach religijnych, mają bowiem charakter uniwersalny np „Warta”, „Powrót”, „Jaźń”.

Sięgamy po te teksty medytacyjne, gdy celem medytacji staje się zadanie przekształcenia naszego sposobu widzenia rzeczywistości ( „Wychowanie”), rozwijanie najpiękniejszych ludzkich cech („Strumień”), które mają uczynić nasze życie wartościowym dla innych ,gdy chcemy rozwijać cierpliwość, chęć pomocy w trudnych sytuacjach, współczucie, pragnienie przyniesienia ulgi w cierpieniu czy to dobrym słowem niosącym nadzieję, czy samą obecnością tzw. towarzyszeniem w cierpieniu („Brzask”). Takimi motywacjami najczęściej kierują się osoby przychodzące na kurs Reiki.
Każdy człowiek pragnie być szczęśliwym. Każdy chce uniknąć cierpienia. Każdy chce się realizować . Aby to zrozumieć i pozwalać innym podążać własną drogą, mieć swoje zdanie i żyć swoimi wartościami a jednocześnie nie stracić z oczu własnej gwiazdy warto przemedytować teksty „Wychowanie” czy „Błogosławieństwo”.
Ojciec de Mello uczy nas, że wiele naszych cierpień natury psychicznej ma źródło w przywiązaniu do rzeczy, spraw, które ze swej natury są przemijające . Chociażby nasze życie, które ciągle się zmienia: dzieciństwo przemija i nie wraca, wiek młodzieńczy, potem wiek dojrzały pełen trudnych zadań i odpowiedzialności powoli przemija, boimy się pomyśleć co będzie dalej. Słowo „starość” wywołuje panikę, a przecież taka jest natura człowieka. I znowu sięgając po teksty Ojca de Mello uczymy oswajać się z przemijaniem np. „ Rzeka”, „Sedno”, „Ostatnie spojrzenie” i doceniać wartość i piękno chwili trwającej, wartość i piękno czasu , który został nam podarowany.
Życie jest tu i teraz. Przeszłość, której tak dużo poświęcamy energii jest tylko wspomnieniem. Przyszłość życzeniem i być może nigdy nie będzie naszym udziałem. Rodzi się następny temat do medytacji- wartość i kruchość ludzkiego życia. Mistyk pisze , że „Nic bardziej nie pomaga do zobaczenia życia takim, jakim ono jest, niż rzeczywistość śmierci”(„Ostatnie spojrzenie”). Z tego jak wielką wartością jest życie zdajemy sobie sprawę dopiero wtedy , gdy jest ono zagrożone. Aby przyspieszyć ten wgląd i móc wcześniej zdać sobie sprawę z tego jak ważne jest nasze życie, dobrze jest w medytacji podjąć wysiłek spotkania z własną śmiercią – tu polecam tekst „Symfonia” zaczynający się od słów : „Powrócę do rozmyślania o śmierci. To najlepszy sposób uchwycenia sensu tajemnicy życia.”
I tak powoli ćwiczenia medytacyjne mają szansę zmiany naszego odbioru rzeczywistości, mają szansę zmiany naszego charakteru, który uważaliśmy za niezmienny..

 

4. A co na to zdrowy rozsądek ?


Potwierdzają tę możliwość badania naukowe związane z budową i funkcjonowaniem mózgu człowieka. Mózg człowieka wyposażony jest genetycznie w instynktowne wzorce zachowań, ale neurolodzy udowodnili, że mózg może wytworzyć nowe wzorce, nowe kombinacje komórek nerwowych i przekaźników nerwowych w odpowiedzi na nowe dane wejściowe – krótko mówiąc – mózg jest plastyczny, może się zmieniać pod wpływem nowych myśli, nowych przeżyć (przeżycie może być tylko na poziomie wyobraźni, jak to jest w medytacji), nowych doświadczeń. Ćwicząc nowy sposób myślenia możemy przekształcić sposób pracy mózgu i jest to początkiem wewnętrznej przemiany. Jednak chciałabym tu podkreślić , że nic nie dzieje się natychmiast. Aby zauważyć różnicę w zmianie naszego spojrzenia na świat potrzeba czasu, który poświęcamy na medytację. Ile? – Nie wiem. Każdy z nas jest wyjątkową istotą i zmiany dokonują się w nas niejednocześnie. W tym działaniu, które właściwie jest „niedziałaniem” potrzeba wytrwałości i entuzjazmu, wiary i wewnętrznej akceptacji ewentualnych zmian.

Z moich obserwacji (mistrza Reiki) mogę powiedzieć, że wszystko o czym wiem, że jest wartością i zyskiem ludzi medytujących jest również udziałem ludzi udzielających Reiki. W przypadku Reiki zmiany zachodzą automatycznie, bowiem nie jest możliwym wykonywanie zabiegów Reiki bez uprzedniego „otwarcia serca na miłość” ( jakkolwiek to naiwnie brzmi ) i stworzenia klimatu ciszy. W świecie energii obowiązuje zasada „podobne przyciąga podobne”, nie jest możliwe więc mieć kontakt z Energią Życia w stanie nienawiści do świata.
Wracając do medytacji warto powiedzieć o tzw. skutkach ubocznych.
Wielu lekarzy pracujących w wielkich ośrodkach medycznych jak np. Uniwersytet Madison w Wisconsin, uniwersytety Princeton, Harvard, Berkeley w USA czy w Europie w ośrodkach w Zurychu i Maastricht prowadzi od wielu lat badania nad wpływem medytacji na działanie mózgu i ciała człowieka.

Dr Sara Lazar z Harwardzkiej Szkoły Medycznej objęła badaniem grupę 20 Amerykanów pochodzących z różnych rejonów kraju, którzy co najmniej od 10 lat regularnie „ wyciszali się”, wszakże nie wiążąc swojego działania z religijnym przeżyciem. Grupę porównawczą stanowiło 20 osób prowadzących podobny styl życia i w tym samym wieku, jednak nigdy nie medytujących. Wszyscy uczestnicy eksperymentu leżeli spokojnie w laboratorium, gdzie w tym czasie za pomocą rezonansu magnetycznego skanowano ich mózgi. Okazało się, że kora mózgowa osób medytujących była wyraźnie grubsza. Różnice dotyczyły tych rejonów mózgu, które odpowiedzialne są za podejmowanie decyzji, zdolność koncentracji oraz pamięć krótkotrwałą czyli tych rejonów, które w naturalny sposób ulegają zmianie wraz z upływem czasu. W miarę jak się starzejemy , kora mózgowa w tych miejscach staje się coraz cieńsza, co powoduje, że np. z trudem przypominamy sobie gdzie wczoraj położyliśmy klucze. Z przeprowadzonych badań wynika , że medytacja może zatrzymać ten proces. Wyniki swych badań dr Sara Lazar prezentowała w 2005r na dorocznej konferencji Stowarzyszenia Neurobiologicznego w Waszyngtonie . Inne badania medyczne wykazują , że systematyczna medytacja wyraźnie zmniejsza poziom tzw. hormonów stresu we krwi u osób medytujących co najmniej pół godziny dziennie , znacząco wzmacnia system odpornościowy , wzmacnia pozytywne emocje, zmniejsza podatność na depresję, poprawia zdolność koncentracji uwagi, zmniejsza ciśnienie naczyniowe u osób z nadciśnieniem . Oczyszczając umysł sprawia, że stajemy się otwarci na nowe pomysły i idee, na podszepty intuicji. Zdolność przyswajania nowej wiedzy wzrasta, gdyż medytując synchronizujemy fale mózgowe przepływające między lewą a prawą półkulą mózgu.

Bardzo ważne jest również to, że medytacja, chociażby tak po amerykańsku rozumiana ( praktycznie to głęboka relaksacja) oczyszcza i klaruje nasze wnętrze. Uwalnia od niechcianych , obcych emocji. Przynosi chwile głębokiego wytchnienia. Są momenty, że w trakcie jej praktykowania czujemy się bardzo szczęśliwi. Matka Teresa z Kalkuty mawiała : „tylko w ciszy serca można usłyszeć głos Boga” ( „W ciszy serca” Kataryn Spink Verbinum W-wa 1988r). I mam wrażenie, że te chwile szczęścia to namiastka spotkania z bezwarunkową Miłością . Jakże później do nich tęsknimy.

 

5.Warto zacząć.

 

Kończąc gorąco zachęcam do takiego działania , bez względu na to, czy zdecydujemy się praktykować medytację ze względu na „skutki uboczne”, czy też będziemy mieli większe oczekiwania ( transformacja wewnętrzna ) zawsze mamy szansę na dotknięcie naszej duszy. Na dotarcie do przestrzeni ciszy, która istnieje wewnątrz nas, a od której zwykle jesteśmy odcięci .( W Reiki mówi się o istnieniu „wewnętrznej świątyni”, do której nie ma dostępu nikt poza nami , gdzie nikt nie może nas zranić). Na zobaczenie w innym świetle wszystkiego dookoła . Na poznanie siebie samego. A gdy już poznamy swoją prawdziwą wartość ( wartość dziecka bożego) , to nic nie zdoła zachwiać nami : ani wymyślna pochwała, ani największa niełaska, ponieważ i tak będziemy wiedzieli kim jesteśmy naprawdę, kto nas kocha na pewno i bezwarunkowo.

 

źródło:www.reiki.pl

Krystyna Włodarczyk - Królicka